Od feministki do szowinistki, czyli gdzieś coś poszło nie tak



Jeśli zastanawiasz się, do kogo skierowany jest ten tekst, to przestań. Powinny go przeczytać osoby z każdej strony. Odwołując się do poprzedniego wpisu, chcę tylko uświadomić Cię, czym feminizm jest, a czym na pewno nie powinien być - o ile jeszcze tego nie wiesz. Bo istnieją dwa typy ludzi - ci, którzy są feministkami bądź feministami (tak, facet też może być feministą) oraz ci, którzy nimi nie są. A no i jest jeszcze trzeci typ, czyli na przykład mój chłopak, do którego totalnie przemawiają postulaty feminizmu, ale nie cierpi tego słowa, bo źle mu się kojarzy (o tym zaraz).

Ogólnie przyjmuje się, że żeby zaszły stałe i stabilne zmiany obyczajowe, musi minąć siedem pokoleń. Nasze praprapra...babki większość swojego życia spędzały na byciu w ciąży, rodzeniu, wychowywaniu dzieci i zajmowaniu się domem oraz przy okazji mężem. Co my robimy dziś? Robimy to co one, tylko w mniejszym wymiarze godzin i głów w domu, pracujemy, osiągamy swoje cele, spełniamy się i przy okazji wciąż musimy walczyć o swoją pozycję i udowadniać, że jesteśmy dość - dobre, mądre, pracowite. Zmiany zaszły i to widoczne. Problem w tym, że - moim zdaniem - one jeszcze nie są na tyle stałe, żeby nic nie trzeba było dalej robić. Często padają pytania, że po co te wszystkie protesty, po co różnego rodzaju akcje itp. A no po to, żeby nie stracić tego, co już udało nam się wypracować. Więc jeżeli jesteś kobietą i wciąż zadajesz pytania po co ten cały feminizm, to ja Ci odpowiadam - gdyby nie feministki, Ty dziś robiłabyś dokładnie to samo, co nasze praprapra...babki siedem+ pokoleń temu.

Niestety ruch feministyczny jakiś czas temu zwrócił się w bardzo złą stronę. A przynajmniej jego część, bo tak naprawdę odłamów feminizmu jest teraz tyle, co religii na świecie, czyli sporo. Mam tu na myśli kobiety, którym przeszkadza między innymi fakt, że faceci przepuszczają je w drzwiach, odsuwają krzesło i wszystko inne, co wcześniej było po prostu oznaką dobrych manier. Nie doszukujmy się seksizmu tam, gdzie go nie ma. Jeżeli Ci to przeszkadza, to po prostu grzecznie zwróć uwagę, że tego nie lubisz. Facet może się zdziwić, ale na pewno to zapamięta i więcej tego nie zrobi. Mogę Ci zagwarantować, że on zrobił to tylko dla tego, że chciał być miły. Mógł nie pomyśleć, że sobie nie życzysz. Mężczyzna nie jest wrogiem. Nie chodzi o to, żeby obalić mężczyzn i tym samym przejąć władzę nad światem, tylko żebyśmy razem nim rządzili. A właśnie przez takie podejście wiele osób ma złe mniemanie o feminizmie. Mogę się założyć, że wiele jest kobiet, które zgadzają się z podstawowymi postulatami tego ruchu, ale i tak nie powiedzą o sobie feministka, bo źle im się kojarzy.

Podstawowym założeniem feminizmu jest fakt, że kobiety i mężczyźni są sobie równi. Równi nie oznacza tacy sami, bo nigdy nie będziemy identyczni. Różnimy się od siebie pod wieloma względami. Niestety w naszej kulturze (i w ogóle na całym świecie(sic!)) przyjęło się, że inny znaczy gorszy. I jeszcze bardziej niestety padło na kobiety, chociaż tak samo można by powiedzieć, gdyby chodziło o facetów. A tak naprawdę inny znaczy po prostu inny. To, że się od siebie różnimy, nie znaczy, że któraś z płci jest gorsza. Chodzi tu o to, żebyśmy pomimo tych różnic mieli te same prawa i żeby nie były nam one ograniczane tylko ze względu na to, że urodziliśmy się z penisem lub bez niego.

Lubisz się malować, mieć ogolone nogi, nosić szpilki i sukienki? Super. Wolisz chodzić w spodniach, zakupy robisz raczej na dziale męskim, bo mają ładniejsze koszulki, a włosy nosisz krótkie, bo tak Ci wygodniej? Również świetnie. Serio. Bo możesz wyglądać, jak Ci się podoba i nikt nie ma prawa Ci wmówić, że czegoś Ci nie wolno czy nie wypada. Masz prawo wyboru. To Ty decydujesz o samej sobie i nikomu nic do tego.

Mało tego. Nie musisz się nawet zgadzać ze wszystkimi postulatami feminizmu. Odetchnęłaś? Masz swoje poglądy, swoje sumienie i swoją moralność. Nikt tu nie wymaga podpisywania cyrografu, identyfikuj się z czym chcesz.

Feminizm wcale nie kończy się tam, gdzie trzeba wnieść lodówkę, zmienić opony czy naprawić kran. Bo to, czy ktoś potrafi te rzeczy zrobić nie jest zależne wcale od płci. Mężczyźni też wcale nie muszą dawać sobie z tym rady, bo od tego są specjaliści (ekipy przeprowadzkowe, mechanicy, hydraulicy). Swoją drogą to strasznie smutne, że rolę mężczyzny ogranicza się do wnoszenia czegokolwiek na któreśtam piętro, nie uważacie?

zdjęcie główne: Pablo Heimplatz/unsplash.com

0 komentarzy:

Prześlij komentarz