Bojkot Walentynek


Tak więc mamy luty i zbliżają się Walentynki. Prawdopodobnie mój niemałż i ja jesteśmy jednymi z najmniej romantycznych stworzeń na świecie, bo zwyczajnie ich nie obchodzimy. Tak naprawdę nasz stosunek do tego święta można opisać jednym zdaniem wypowiedzianym przez Łukasza rok temu, kiedy w okolicach 14 lutego byliśmy gdzieś na mieście, a mianowicie "chodź, idziemy jeszcze odwalić Walentynki". I to nie jest tak, że mamy coś przeciwko świętu samemu w sobie. Idea okazywania sobie miłości jest bardzo urocza. Rzecz w tym, że... eh, idźmy po kolei. Na to, że bojkotujemy Walentynki ma wpływ kilka rzeczy.

PIERWSZA - NIE POTRZEBUJEMY OKAZJI, ŻEBY GDZIEŚ WYJŚĆ

Lubimy jadać na mieście i zamawiać rzeczy, których nie gotujemy na co dzień. Lubimy też odwiedzać nowe miejsca i wracać do dobrze nam znanych. Jednak nie potrzebujemy żadnej konkretnej daty, żeby zrobić coś razem, coś innego od tego, co robimy na co dzień. Nie chodzi o to, że nie wychodzimy nigdzie w Walentynki dlatego, że są Walentynki. Jeżeli będziemy mieli ochotę coś zrobić, to to zrobimy, ale dlatego, że chcemy, a nie bo w kalendarzu widnieje 14 lutego.

DRUGA - MOŻEMY DAWAĆ SOBIE PREZENTY NA CO DZIEŃ

I dokładnie tak robimy, z tym, że zwykle nie są to prezenty "prezenty". Często jest tak, że jak jedno z nas czegoś potrzebuje, to drugie mu dokłada. Na przykład jedna z nogawek legginsów na siłownię, które ostatnio kupiłam, jest od mojego niemałża. Po za tym nie widzimy sensu kupowania prezentów dla samego faktu kupowania prezentów. Już drugi rok z rzędu nie kupowaliśmy sobie prezentów na Boże Narodzenie, bo zwyczajnie niczego nie potrzebowaliśmy. Oczywiście to jest też trochę tak, że nie dajemy nic sobie na Walentynki, bo mamy urodziny dzień przed i po Walentynkach. Wolimy po prostu dać więcej na prezenty urodzinowe niż się rozdrabniać, chociaż ja czasami skuszę się na zrobienie czegoś własnoręcznie.

TRZECIA - KOCHAMY SIĘ NIE TYLKO OD ŚWIĘTA

Myślę, że na okazywanie czułości i miłości każdy dzień jest dobry i nie trzeba z tym czekać na jakąś specjalną okazję. Niestety wiele osób o tym często zapomina. Przyznam Ci się do czegoś. Obserwowanie mężczyzn w galeriach w okolicach dni takich jak Walentynki to moje guilty pleasure. Zawsze mnie bawi, kiedy patrzę na facetów biegających po sklepach w panice, że trzeba coś kupić. Prezenty czy wyjścia stają się zapchajdziurą. A miłość przecież nie ma wartości materialnej. Miłość to to, że on ze zrozumieniem wysłucha Twojego narzekania na szefa i ciężki dzień w pracy, a kiedy skończysz, zaparzy Ci Twoją ulubioną herbatę. To to, że kiedy przebudzisz się w nocy, to przykryjesz go kołdrą, którą wcześniej sama mu zabrałaś. Miłość to nie prezenty, choćby miały być najwspanialsze na świecie.

I nie, ja wcale nie twierdzę, że Walentynki są złe, czy że pary obchodzące Walentynki kochają się mniej. Jeżeli macie ochotę je świętować, to to róbcie. Nikt, a już w ogóle jakaś obca osoba z Internetu nie może Wam mówić, jaki ma być Wasz związek. Walentynki są dobre, bo każdy moment na pokazanie drugiej osobie jak się ją kocha jest dobry. Ważne tylko, żeby był to moment jeden z wielu, a nie jedyny w roku.

zdjęcie: Sweet Ice Cream Photography/unsplash.com